3 miesiące z dzieckiem, czyli rzeczywistość bez filtra

Trzy miesiące z dzieckiem już za mną! W ostatnim wpisie dotyczącym rodzicielstwa podzieliłam się z Wami tym, co się u mnie sprawdziło, co nie i ogólnie o tym, jak życie zweryfikowało nasze zakupowe wybory. Dziś opowiem Wam również o weryfikacji, ale nie tej związanej z produktami parentingowymi. Opowiem o tym, jak rodzicielstwo zweryfikowało nasze plany oraz codzienne życie.

Na wstępie chciałabym podziękować marce WaterWipes za to, że swoim hasłem #rodzicielstwobezfiltra objęła patronat nad tym artykułem. Jestem za to wdzięczna, ponieważ wsparcie finansowe dla twórcy po to, żeby mógł Wam przekazać darmowy, a jednocześnie wartościowy artykuł, to najlepsza współpraca, jaka może być. A jeśli do tego jeszcze dana marka stoi za kultowym i najlepszym na rynku produktem, to czego można chcieć więcej?

WaterWipes to według mnie najlepsze dostępne chusteczki i absolutnie nie jest to sponsorowana opinia. Już w poprzednim artykule z serii zachwalałam ten produkt. Chociaż są one nieco droższe, to mają najlepszy skład na rynku (zawierają wyłącznie wodę i roślinne ekstrakty), co jest dla mnie kluczowe, biorąc pod uwagę, że wycieram nimi pupę bobasa (a prawda jest taka, że są tak delikatne, że można używać ich nawet do pupy wcześniaka). Niedawno otrzymały rekomendację Instytutu Matki i Dziecka, więc serio wolę zainwestować w nie, a kupić nieco tańsze pieluchy. 

Podsumowując, muszę Wam powiedzieć, że skakałam z radości czytając maila z propozycją współpracy! Kto wie, jeśli ten wpis Wam się spodoba, to być może marka zdecyduje się na kolejne wspólne teksty o macierzyństwie? Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie więcej!

Słowem wstępu

Okej, zacznę od tego, że wizja posiadania dziecka w ogóle mnie nie przerażała. Na każdą próbę dowcipnego “straszenia” mnie regresem snu, kolkami i tym, że moje życie NIE BĘDZIE TAKIE JAK KIEDYŚ, reagowałam ziewaniem i wewnętrznym rolowaniem oczu 🙄 O wiele większy strach budziła we mnie ciąża oraz sam poród. Dlatego kiedy 3 miesiące temu, po 4 godzinach wyciskania cytrynki wzięłam swojego bobasa w ramiona, poczułam ulgę! Miałam chwilowe wrażenie, że to, co budziło moją największą obawę i strach – minęło. 

Na początku daliśmy sobie totalnie na luz. Wiedzieliśmy, że nie ma co za dużo planować, wzięliśmy bezterminowy urlop, pracownicy mieli się z nami nie kontaktować, a my żyliśmy pod dyktando dziecka. Bardzo szybko okazało się, że udaje nam się robić o wiele więcej rzeczy, niż straszono nas, że będzie to możliwe (np. piliśmy ciepłą kawę i braliśmy prysznic, kiedy mieliśmy na to ochotę 🤣).

Najważniejsza jest komunikacja i plan

Oczywiście to, że te początki tak wyglądały, wynika z faktu, że odpowiednio udało nam się zaaranżować nasze życie. Od samego początku, kiedy rozmawialiśmy o dziecku, wiedzieliśmy, że chcemy go OBOJE i OBOJE chcemy zajmować się nim tak samo. Przy etatowej pracy jest to niemożliwe, więc rzuciliśmy się na głęboką wodę, zrezygnowaliśmy ze stałej pensji Wojtka i OBOJE poświęciliśmy się naszej firmie, aby potem też móc po równo zajmować się domem, dzieckiem i nami samymi. 

Odłożyliśmy też kasę na ostatnie miesiące ciąży oraz pierwsze tygodnie z dzieckiem. Mówię o tym, bo często czytam: masz szczęście, że Twój mąż jest w domu i pomaga przy dziecku (swoją drogą pomagać to może babcia albo ciocia — rodzice swoim dzieckiem po prostu się zajmują). Otóż to żadne szczęście, a czysta kalkulacja i organizacja, My tego chcieliśmy, więc tak to zorganizowaliśmy. Jesteśmy ludźmi, którzy mają bardzo określone cele i potrzeby, więc bierzemy sprawy w swoje ręce i staramy się (nie zawsze wychodzi!), żeby nasze życie wyglądało tak, jak chcemy. Nie jest to prosta i łatwa ścieżka, ale zdecydowanie satysfakcjonująca!

Wszystko było dobrze…

Wracając do myśli przewodniej, czyli tego jak życie zweryfikowało nasze wyobrażenia, to ja wspominam pierwsze tygodnie naprawdę dobrze. Jestem osobą, która lubi zająć myśli, lubi działać, więc ja… żyłam tak, jak kiedyś! Szybko uporządkowałam nasz rytm dnia, odciąganie pokarmu, sprzątanie, nocne pobudki, karmienie — miałam dużo energii i nawet nie poznawałam siebie, bo nawet układanie upranych ubrań w szafach sprawiało mi przyjemność! Odkurzałam z frajdą! Nooo, zupełnie inna ja. Jakoś przy dziecku bardziej mi się chciało, a być może nawet podświadomie wiedziałam, że nie mam już mamy, która zrobi coś za mnie, bo… tą mamą jestem teraz ja?

…dopóki nie wróciłam do pracy

To wszystko było świetne dopóki… nie wróciłam do pracy na pełen etat! Każdy chyba wie, że macierzyński na działalności praktycznie nie istnieje. A że my się utrzymujemy z jednej działalności, to wiedzieliśmy, że po prostu tą opieką oraz pracą będziemy musieli się dzielić po połowie. I tutaj zaczęły się schody.

Naprawdę czułam się panią swojego czasu i życia, kiedy do ogarnięcia miałam siebie, dom i dziecko. Kiedy jednak dodałam do tego prowadzenie firmy na pełnych obrotach, to wywróciłam się na pierwszym zakręcie. Trochę zapomniałam, że HALKO! Nie jestem przecież sama! Deadline’y, godziny przy komputerze, a ja ciągle mam wrażenie, że o czymś zapomniałam… Każdą czynność przerywam, bo bobas wymaga uwagi, przez co wydaję mi się, że przez cały dzień kręcę się w kółko i czuję, jakbym nic nie zrobiła. Oczywiście tylko psychicznie, bo fizycznie jestem wyczerpana jak po przebiegnięciu maratonu.

Nie jesteście sami!

To strasznie wykańczające psychicznie i powiem Wam, że spowodowało, że przez chwilę chodziłam mocno zdołowana. Miałam wrażenie, że ani nie wykonuję dobrze swojej pracy, że relacje na IS są nieciekawe, że maile czekają — ani, że nie zajmuje się dzieckiem i osobistym życiem, tak jakbym mogła, że powinnam spędzać z Małą więcej czasu i że zamiast odkurzać raz na dwa dni, to może warto to robić codziennie. A prawda jest na koniec taka, że czuję się, jakbym działała na 30%, a ja przecież daję z siebie 400%!

Na pewno pomaga mi świadomość, że nie tylko ja tak mam. Z rozmów z rodzicami z mojego otoczenia wynika, że wielu z nas czuje się, jakby było w ciągłym niedoczasie i że pomimo starań cały czas to nie jest dość. Jeśli też tak macie, to wiedzcie, że nie jesteście sami i nie oceniajcie się zbyt surowo przez pryzmat tych myśli!

Największe wyzwanie

Cóż, zapanowanie nad tą gonitwą myśli to obecnie moje największe wyzwanie i ja i Wojtek musimy to jakoś zorganizować. Mamy już za sobą rozmowę o organizacji codzienności, o tym, jak ma funkcjonować firma i ustaliliśmy, że Młoda jest naszym priorytetem. To oznacza, że musimy zatrudnić osoby do pomocy… w firmie! Podchodzimy do tego zadaniowo i mam nadzieję, że w następnym artykule napiszę, że jest lepiej — że nie budzę się z poczuciem, że o czymś zapomniałam, że nie porzuciłam ważnego maila w trakcie pisania, bo coś mnie oderwało, albo że ktoś czeka na umowę, którą powinnam podpisać… Cały czas się uczę i jestem pewna, że uda się to ogarnąć 😊


Jestem ciekawa, czy macie albo miałyście podobnie? Co Wam pomogło? Czy macie jakieś rady na pracę w trybie: ciągle coś lub ktoś mi przerywa i piszę jednego maila na raty? Dajcie znać!

10 comments
  1. Nie prowadzę własnej działalności, więc mogę poświecić więcej czasu na bąbla, nie myśląc o pracy. Choć nadal uważam, że URLOP macierzyński, to wspaniały czarny humor 😂 U mnie wyglądało to zupełnie inaczej. Początek był dla mnie straszny psychicznie, właśnie dlatego ze wmawiałam sobie że nie ogarniam, że dziecko płacze – przeze mnie, problemy z laktacją – przeze mnie, mieszkanie nieogarnięte – przeze mnie. Do momentu, gdy właśnie porozmawiałam z innymi rodzicami, że to jest normalne, że ta „intuicja” nie przychodzi już na teraz i jest ideolo i prosto, tylko to ciągła praca. Teraz psychicznie jest super, za to fizycznie gorzej, ale schemat dnia stworzony, więc heja i do przodu 🙂 PS. Pomoc dziadków jest nieoceniona, mimo wielu różnic w pomyśle wychowania, to jednak godzina spaceru z babcią pozwala naładować baterie z podwójna mocą ❤️

  2. Jakbym czytała wpis ze swojego życia. Wypisz wymaluj 🙂 Również jestem na macierzyńskim na działalności i choć moja mini firma, to nic w porównaniu do Waszej, to w pełni, ale to naprawdę W PEŁNI rozumiem i podpisuję się pod każdym słowem z tego artykułu :))

    1. Wpis jak zwykle napisany wyśmienicie! Czytam te cenne porady z wielkim zaciekawieniem i czekam z niecierpliwością na kolejne…
      P.S. na pierwszym miejscu mojej listy wyprawkowej znajdują się chusteczki WaterWipes, dzięki Tobie nie będę musiała eksperymentować z doborem chusteczek dla dziecka.

  3. Mam tę wygodę (z jednej strony, właśnie bobasowej), że jestem na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim caly rok. Nie muszę więc łączyć pracy z życiem z Małą.
    Ale komentuję głównie dla jednego – mam równie wspaniałego a zarazem normalnego męża jak Ty. I pomaga nam niezmiernie to, że jest od marca na pracy zdalnej. Zatem końcówka ciąży i początki nasze – razem. W czasie Jego pracy ja zajmuję się Małą na 98%, ale poza godzinami to on wykonuje swoje obowiązki. A jak ja mam weekend zjazdowy (studiuję zaocznie, też zdalnie w tej chwili), to od 8 do 18:15 mój mąż siedzi z Bobinką. Ja tylko donoszę mleko xD
    Każda kobieta powinna mieć partnera, który zdaje sobie sprawę, że dziecko to też JEGO obowiązki. Dobrze, że o tym piszesz.

    I wiem jeszcze jedno – z kolejnymi miesiącami ogarniamy swoje życie z bobasem coraz lepiej i lepiej, więc u Was też przyjdzie jeszcze wiele pozytywnych zmian! Nasza Bobinka kończy pół roku w Wigilię 🙂

  4. Nie jestem na działalności, więc spędzam czas na tym pięknym, szumnie nazwanym (zapewne przez jakiegoś faceta) URLOPIE macierzyńskim, na którym to zapewne nic, w opinii wielu ludzi, nie robię😛
    Nam poukładanie życia na nowo też zajęło trochę czasu, ale nigdy nie piłam zimnej herbaty, nie musiałam się wysypiać na zapas, jak moje dziecko spało i czułam się zmęczona, to spałam razem z nim:) najgorsze w naszym społeczeństwie jest niestety to, że wymusza się na kobietach, żeby dawały z siebie zawsze wszystko na każdej płaszczyźnie życia. A tak się nie da. Klucz to starać się tym nie przejmować i robić tak, by rodzice i dziecko byli zadowoleni:)

  5. Czytając początek artykułu zastanawialamu się, czy Asia napisze jak jest naprawdę? Napisałaś, uf. Też jestem mamą pracującą i w ciąży i jak maluszek pojawił się na świecie. Zdecydowałam się na zatrudnienie pracownika, żeby za mnie ogarniał większość rzeczy. Pierwsze miesiące, musiałam pracować minimum 6 h dziennie. Oczywiście po przepracowanym dniu katowałam się, że zamiast spędzać z dzieckiem czas to pracuję, a czas spędza z nim opiekunka. W pewnym momencie pracownik przejął moje obowiązki a ja starałam się jak najwięcej czasu poświęcić kilkumiesięcznemu dziecku. Teraz jest mi najlepiej, spędzam z dzieckiem czas, który tak szybko mija. Dzidzie tylko chwilę są dzidzią! 🙁
    Kiedyś słyszałam w super podcas’cie, że my mamy w 2 h zrobimy tyle co pracownik przez 8 h . najważniejsza jest lista i organizacja, a reszta jakoś ułoży 🙂
    Aha, i bądźmy dla siebie wyrozumiałe ♥️

  6. Przodującym w moim macierzyństwie motto jest „Strach ma wielkie oczy”, to znaczy, że boimy się czegoś co ma nadejść. tzn nieprzespane noce, ząbkowanie, żłobek, a jak przychodzi to jakoś dajemy radę! Prawdą jest, że z perspektywy czasu, te początkowe miesiące były u nas „luźne”, bo w końcu dziecko przesypia większość czasu, a tez siły jest więcej niż po 1,5 roku codziennego wstawania w nocy. Schody i kryzysy zaczęły się trochę później, kiedy dziecko zaczęło wymagać więcej uwagi, więc praca zdalna stała się niemożliwa. Przed nami żłobek i kolejny miesiąc drugiej ciąży i znowu pojawia się rozmyślanie jak damy radę z dwójka, skoro z jednym jest tyle pracy 😅. Jedno jest pewne, z miesiąca na miesiąc jest coraz większa miłość! ❤️ I mimo ze bunt 2 latka testuje cierpliwość na maxa, to jakoś dajemy radę. Super czyta się Twoje relacje.

  7. Hej, ja może trochę z innego tematu, ale w lipcu 2019 roku napisała Pani wpis “Jak lepiej wyglądać na zdjęciach” i wspomniała tam Pani, że przygotowuje Pani coś ekstra z tym związanego. Czy może się już coś pojawiło? Jest z tym jakiś ebook? Bardzo chętnie bym z takiego czegoś skorzystała.

  8. Hej, ja może trochę z innego tematu, ale w lipcu 2019 roku napisała Pani wpis “Jak lepiej wyglądać na zdjęciach” i wspomniała tam Pani, że przygotowuje Pani coś ekstra z tym związanego. Czy może się już coś pojawiło? Jest z tym jakiś ebook? Bardzo chętnie bym z takiego czegoś skorzystała.

  9. Dla mnie pierwszy rok życia mojej córki to psychiczny koszmar. Mój urlop macierzyński był najdłuższym rokiem w moim życiu, pomimo pozytywnego nastawienia to siedzenie w domu i bycie kurą domową mnie totalnie dojechało. Baaardzo Ci zazdroszczę, że Twoje początki mimo wszystko były lepsze i trzymam kciuki żeby kolejne miesiące były jeszcze lepsze. Ja szykuję się na „rundę drugą” i mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może Ci się spodobać

Prezentownik dla Niej 2021

Szukasz oryginalnego prezentu dla niej? W moim wpisie znajdziesz całe mnóstwo pięknych inspiracji, które trafią w gust każdej kobiety. Wśród…

Prezentownik dla Niego 2020

Przyszedł czas na Was, Panowie! W tym zestawieniu znajdziecie ponad 60 pomysłów i inspiracji oraz dowiecie się, co kupić na prezent dla męża,…