fbpx

9 błędów, których już nie popełniam

Ludzie uczą się całe życie. Kształtują nas wszelkie doświadczenia – wyciągamy wnioski zarówno z naszych sukcesów, jak i popełnionych błędów. Prawda jest taka, że często tych drugich jest znacznie więcej! 😀 Ja wiem o tym doskonale, bo jestem z tych, którzy nie przyjmują porad i uwag. Żyje z mottem: “jak się nie przewrócę, to się nie nauczę”. W tym wpisie postanowiłam zatem opowiedzieć wam o kilku faux pas, które popełniłam, patrząc na nie z perspektywy czasu.

🍫 Nie jem więc chudnę

Największa głupota i mit wszech czasów. Sama za młodu niejednokrotnie praktykowałam tę niebezpieczną zabawę z nadzieją, że osiągnę swój cel i zrzucę X kilogramów w kilka dni. Która z nas tak nie robiła, niech pierwsza rzuci kamieniem. Nie obwiniam się za to. Byłam młoda, oczekiwałam szybkich efektów, a wszystkie kobiece magazyny, blogi czy reklamy tylko utwierdzały mnie, że muszę schudnąć, żeby być szczęśliwa. Aktualnie podchodzę do tematu z rozwagą, zdrowym rozsądkiem i wsparciem profesjonalistów, ponieważ chcę zmienić swoje nawyki, a nie liczbę na wadze. Walczę o swoje zdrowie i to jest mój priorytet. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko szło ku dobremu.

💄 Im więcej kosmetyków tym lepszy makijaż

Pamiętam czasy, kiedy ogromną uwagę przywiązywałam do mojego makijażu. Codziennie wymyślałam coś innego. Inny krem, nowy podkład, kolor pomadki dopasowany do marynarki… Sama narzuciłam sobie presję idealnego wyglądu. Możliwość kupowania niezliczonej ilości kosmetyków budowała we mnie pozorne poczucie szczęścia i dawała nieskończenie wiele możliwości, których oczywiście nie można było nie wykorzystać. Moja szafa uginała się od różnych produktów, a były to czasy jeszcze na długo zanim zostałam blogerką i otrzymywałam wiele paczek PR. Mimo, że nigdy nie miałam większych problemów ze skórą, to ciągła zmiana kosmetyków i nieumiejętne dobieranie ich sprawiło, że moja cera naprawdę ucierpiała. Pierwszy raz miałam wtedy do czynienia z suchymi skórkami i przebarwieniami. W całym kosmetycznym szale zapomniałam, że to właśnie w pomalowanych rzęsach i podkreślonych policzkach czuję się najlepiej. We współpracy z Miya Cosmetic miałam okazję przygotować dwie wersje mojego ulubionego makijażu – jedną codzienną, bardzo klasyczną, a drugą z kolorowym akcentem – idealną na wakacyjne spotkania na mieście!

Do klasycznego makijażu wykorzystałam:

  • Lekki krem BB (odcień śniady) – to lekki podkład, który delikatnie kryje, przez co wyrównuje koloryt skóry, ale nie tworzy efektu maski na twarzy. Nawilża, a dzięki SPF 30, chroni naszą skórę przed złymi skutkami promieniowania słonecznego. Daje naturalny efekt zdrowej i promiennej cery.
  • Mascara (myPOWERlashes) – ten naturalny tusz do rzęs poleciłam już wszystkim koleżankom, bo ta sylikonowa szczoteczka działa cuda! Wydłuża rzęsy i zwiększa ich objętość, co optycznie powiększa oko i daje naturalny efekt rzęs do nieba. Co ważne – szczoteczka nie skleja rzęs i nie zostawia grudek, więc nie musicie się martwić, że wasze oko będzie wyglądać jak pająk 😉
  • Rozświetlacz (mySTARlighter) – czyli główny bohater tego makijażu. To naturalny rozświetlacz w kremie ze złotymi drobinkami, który osobiście będę stosować w wakacje zarówno na twarz jak i dekolt, bo w słońcu ten produkt da prawdziwy efekt glow!
  • Szminka (myLIPstick) – to wielofunkcyjna szminka w kredce, która nadaje piękny kolor, a w dodatku nawilża, wygładza i regeneruje, jak pomadka ochronna. Ten odcień jest klasycznym nudziakiem – dzięki czemu usta są podkreślone i mimo, że na pierwszy rzut nie wyróżniają się, ale to wygląda naprawdę kobieco!

Makijaż z kolorowym akcentem zrobiłam z pomocą:

  • Lekki krem BB (odcień śniady), tak jak w poprzednim makijażu
  • Mascara (myPOWERlashes), również tak jak w poprzednim makijażu – jeśli lubicie sylikonowe szczoteczki, to szczerze Wam polecam – świetny naturalny produkt w dobrej cenie!
  • Rozświetlacz (mySTARlighter) – postawiłam na chłodny odcień z różowymi drobinkami, który idealnie zagrał w połączeniu z różową pomadką. Na mojej ciepłej karnacji ten produkt pięknie wtopił się w skórę oraz dał zmysłowe rozświetlenie i blask o zimnym zabarwieniu, o który mi chodziło. Dzięki temu makijaż zyskał chłodny odcień i prawdziwy imprezowy vibe!
  • Szminka (myLIPstick) – w tej wersji makijażu postawiłam na mocny kolor. Naturalne olejki i woski sprawiają, że usta wyglądają zdrowo, a satynowa konsystencja wydobywa blask z ust i świetnie paruje się z rozświetlaczem!

Miya Cosmetics to polska marka, która w swojej ofercie na naturalne kosmetyki w przystępnej cenie. To niesamowite, że nie musimy już wybierać, czy stawiamy na jakość, czy cenę. Jak widać da się stworzyć markę, która spełnia wszystkie kryteria obecnego konsumenta. Dla mnie jest to naprawdę ważny aspekt. Skład, dostępność i cena, identyfikacja wizualna – majstersztyk!

🙈 Wszystkie mankamenty należy ukryć

Straciłam mnóstwo czasu na zasłanianie tego, czego w sobie nie lubię. Z każdej strony widziałam nagłówki Jak zakryć brzuszek – 5 prostych trików, 3 sposoby na optyczne zmiejszenie nosa itp. Niezależnie czy mój nos w ogóle trzeba było pomniejszać okazywało się, że zawsze można przecież – oby wpisywać się w aktualny kanon piękna i wyglądać lepiej. Długo praktykowałam też makijaż “maskę”, który miał ukryć mój naturalny kształt twarzy i wykreować nowy, bardziej pożądany – z pełnymi ustami, wykonturowanym czołem i policzkami. Z czasem doszłam do wniosku, który powtarzam na swoim profilu bardzo często: zamiast skupiać się na zasłanianiu partii, których nie lubisz, skup się na odkrywaniu partii, które kochasz! Praktykuję to i w ubiorze i w makijażu. Teraz zamiast wyszczuplać nos i kości policzkowe maluję usta ulubioną pomadką i wklepuję odrobinę pomadki w policzki, żeby dodać buzi trochę koloru.

👚 Drogie rzeczy warto zostawić na wielkie okazje

I w rezultacie założyć je kilka razy. Nowe buty, sukienka czy perfumy… Szkoda tak od razu założyć. Opatrzą się, zniszczą i kasa w błoto. Bardzo długo myślałam w ten sposób i trzymałam moje perełki na wyjątkowe okazje. Jak wiadomo wyjątkowe okazje są z definicji wyjątkowe i zdarzają się rzadko, więc nowe buty czasem czekały kilka miesięcy na swoje premierowe zderzenie z chodnikiem, abym potem znów mogła odłożyć je na półkę i podziwiać. Wierzyłam, że dzięki temu takie buty “starczą na dłużej” i skoro zapłaciłam za nie więcej, to muszę je oszczędzać. W czasie ciąży kupiłam kilka par butów, które czekały, aż moje nogi przestaną puchnąć, żeby ich nie rozciągnąć. Po ciąży niestety nigdy ich nie założyłam, bo moja noga urosła.

Po kilku takich incydentach doszłam do wniosku, że skoro zainwestowałam pieniądze w buty, czy perfumy lepszej jakości, to chcę się nimi cieszyć i wykorzystać na maksa. Nie chcę, żeby kurzyły się w szafie. Inwestuję w ubrania, których będę używać na co dzień – np. wygodne balerinki, czy mokasyny, zamiast w egzemplarze, które rzadko kiedy będę mogła założyć.

🙄 Wszyscy muszą mnie lubić

To oczywiście utopijny obraz. Wiele lat próbowałam się dostosowywać do innych i uszczęśliwiać kogoś na siłę. Ostatecznie to Instagram nauczył mnie, że nie wszyscy muszą mnie lubić. W ciągu tygodnia potrafię odfollowować wiele kont i nie jest to nic personalnego. Jednych twórców słucham z zapartym tchem, a innych nie mam ochoty. To jest normalne i działa w dwie strony. Podobnie jest w życiu. Są ludzie, z którymi nadaję na tych samych falach od pierwszego spotkania, a z niektórymi nie mam o czym rozmawiać mimo, że na pozór mamy ze sobą naprawdę dużo wspólnego. Żyjemy dla siebie, nie dla innych. Nie musimy się podlizywać, przymilać i robić czegoś, bo ktoś tak mówi z jednego powodu: nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili.

👶🏻 Nie biorę pampersa na zmianę, bo przecież wychodzimy na chwilę

I po 2 minutach od wyjścia już żałuje tej decyzji. Jeśli jesteście jeszcze przed tym etapem, to ostrzegam, jak matka matkę – to zawsze przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie ;P A jeśli tak jak ja, jesteście na etapie pieluch, to na bank rozumiecie o czym mowa. Zdarzyło mi się to co najmniej kilkanaście razy, zanim z pokorą przyznałam, że niezależnie jak krótko jesteśmy z Bąblem poza domem, pielucha na zamianę to podstawa. Nigdy przecież nie wiadomo, co może się wydarzyć… chociaż w sumie wiadomo, ale nadzieja umiera ostania i za każdym razem wierzyłam, że tym razem się uda.

Z perspektywy czasu najbardziej bawi mnie fakt, że zabierając gdziekolwiek dziecko i tak mam ze sobą przynajmniej kilka rzeczy Bąbla, więc jeden pampers nie jest żadnym dodatkowym obciążeniem. Nie wiem dlaczego tak długo próbowałam przechytrzyć fizjologię małego człowieka, ale już wiem, że nie było warto 😉

🍹 Za czyjeś zdrowie zawsze trzeba wypić

W tym temacie przeszłam klasyczną ścieżkę. Jako młoda dziewczyna, która nie znała uczucia “kac” bawiłam się na imprezach do białego rana. W ciąży i po urodzeniu dziecka zrozumiałam, że alkohol nie jest mi do niczego potrzebny. Oczywiście to nie jest tak, że już nigdy nie napiję się kolorowego drinka na spotkaniu z przyjaciółkami, albo nie spróbuję wina przywiezionego z podróży, ale nauczyłam się odmawiać i nie wstydzę się mówić nie, dziękuję. Bo jeśli mam ochotę się napić, to robię dla siebie, a nie dlatego, że ktoś mnie zmusza i namawia. Bawię się tak samo dobrze, z drinkiem i bez.

🤦🏻‍♀️ Wszystko co ludzkie jest mi obce

Normalizacja ciała jest już na tyle powszechnym zjawiskiem, że widzimy je nawet w reklamach w tv. Wszyscy się tego uczymy i oswajamy (jakkolwiek to brzmi) z wizją NORMALNEGO CIAŁA CZŁOWIEKA, które jest nieregularne, owłosione, pomarszczone, zaczerwienione. Bo jest to normalne. Kilka tygodni temu byliśmy z Wojtkiem na randce. Z tej okazji założyłam koturny i jak spojrzałam na siebie w lustrze, to przypomniał mi się mój zbity palec u stopy. Niewiele myśląc pobiegłam do łazienki po plaster i zaczęłam zaklejać mój palec, żeby nikt nie widział ciemnego fragmentu paznokcia…. Zakleiłam go i sama do siebie powiedziałam: Serio?! Dlaczego zakrywam coś, co może zdarzyć się każdemu!!! Zbity palec to ludzka rzecz! Odkleiłam plaster i wyszliśmy. Kurtyna.

Niesamowite jak bardzo przesiąkliśmy wizerunkiem idealnego ciała bez skazy. Wywieramy na sobie presję aby ślepo dostosowywać się do nierealnego kanonu, który sami przez lata tworzyliśmy. Codziennie uczę swoją głowę myśleć inaczej. Rezygnuję z filtrów na Instagramie, selekcjonuję swoje zdjęcia z większym dystansem i nie doszukuję się mankamentów. To długa droga, ale dzielnie nią idę i Was również zapraszam na spacer tą ścieżką!


Tworzenie tego wpisu przyniosło mi sporo nowych refleksji na temat życiowych zmian i postrzegania różnych spraw w zależności od momentu, w którym obecnie jestem. Niesamowite, ile w życiu się zmienia… Jak jest u Was? Jakie sprawy życie zweryfikowało u Was? Dajcie znać w komentarzu i pamiętajcie, że zmiany w życiu są normalne!

o Autorze
Avatar
Joanna jest założycielką Instacademy - miejsca, które promuje wiedzę dotyczącą Instagramu. Zdobyła doświadczenie tworząc od zera jedną z najbardziej zaangażowanych grup odbiorców marki w Polsce (130 tysięcy fanów), a następnie powtarzając ten sukces na swoim prywatnym profilu. Kocha podróże, dobre jedzenie i swojego kota Puszka.

6 komentarzy

  1. Przepiękny makijaż, szczególnie promienna cera i te różowe usta! Bosko wyglądasz! 💝💝💝

  2. Ale piękna sesja! Szczególnie z bejbisiem <3 Błędy jak najbardziej trafne. Ja ostatnio walczę z mankamentem nutelli. Nie chcę być lubiana przez wszystkich, a raczej żeby wersja daleka ode mnie była lubiana. I na szczęście mam wrażenie, że idzie coraz lepiej 😀

  3. Jestem Zaskoczona tym co powiem ale dzięki tobie spróbowałam rzeczy, których nigdy bym
    Nie ruszyła i są super! Od dziś mam balsam Miya jest boski. Wybierasz naprawdę dobre marki!

  4. Jejku tez tak miałam… z jedzeniem, makijażem, złamanym paznokciem. No wszystkim… a w sumie to chyba niektóre dalej popełniam 🙁

  5. Akurat nie próbowałam nigdy schudnąć, ale za to bezskutecznie przybrać na wadze 😀 z alkoholem mam tak samo – nie potrzebuję go by się dobrze bawić, ale w dobrym towarzystwie mogłabym się napić np. wina (oczywiście nie teraz, bo jestem w ciąży). 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *