fbpx

#tbt Styczeń 2021

Początek tego roku zapamiętam na bardzo długo z wielu powodów. Pierwszy raz w życiu weszłam w nowy rok z dzieckiem pod pachą, wyjechałam na ponad miesiąc za granicę i była to pierwsza podróż samolotem z Małą, a dla nas pierwsza od ponad roku… Jak minął nam ten wyjątkowy miesiąc? Wszystko opowiem Wam właśnie w tym wpisie.

Happy New Year!

Ostatni dzień szalonego 2020 spędziliśmy we trójkę w klimacie Jamesa Bonda. Była wystawna kolacja z owocami morza w roli głównej, były kryształy, martini, złota zastawa i poker! Bawiliśmy się świetnie i mogliśmy robić, co nam się podobało – nie trzeba było zabawiać gości, dostosowywać do nikogo menu, sprzątać, czekać na Ubera… Spędziliśmy ten wieczór dokładnie tak, jak chcieliśmy, a o to przecież chodzi.

Przedwyjazdowa gorączka

Nigdy nie stresowałam się żadnym wyjazdem tak, jak tym na który czekaliśmy od grudnia. Jednocześnie nigdy też nie planowałam tak skrupulatnie wszystkiego, jak na ten wyjazd. Stres i niepewność była spowodowana pierwszym tak długim wyjazdem, dodatkowo z Bąblem i to wszystko z pandemią w tle. Mimo, że przed świętami odwołali nam bilety, to byłam tak zdeterminowana, że choćbym miała pojechać rowerem, to i tak bym się na to zdecydowała.

W grudniu 2019 byliśmy w polskich górach, w styczniu 2020 pojechaliśmy do Londynu (po co? Przeczytajcie wpis!) W marcu czekałam na wymarzony wyjazd na Hawaje, ale nie było nam to dane, bo 1 dzień przed wylotem zamknęli granice. W lipcu pojechaliśmy na krótki wypad nad polskie morze i w sumie to tyle jeśli chodzi o wyjazdy. Potrzebowaliśmy z Wojtkiem zmienić otoczenie, odetchnąć i otworzyć głowy, bo zawodowo chyba nigdy nie byłam tak przygotowana i zdeterminowana na realizację planów, ale o tym opowiem Wam, jak cała machina ruszy. Wybraliśmy Fuerteventurę i po prostu zaczęliśmy planować.

Ile bagażu, jaki samochód, gdzie będziemy mieszkać, jaki wózek zabrać dla Małej, jak rozplanować pracę z zespołem, kiedy kupić bilety… Od połowy grudnia dopisywałam kolejne pozycje w notatkach, żeby tylko o niczym nie zapomnieć, spakować nas i Małą, wziąć wszystkie potrzebne rzeczy do tworzenia contentu i co ważne – spakować się i zabrać ze wszystkim mając ruchliwego Bąbla pod pachą. Nie ukrywam, że stresowałam się jak Mała zniesie lot, czy będzie przeszkadzać współpasażerom, czy będzie nam wygodnie i czy to w ogóle przeżyjemy ;P.

Hello Spain!

Fuerteventura przywitała nas piękną pogodą, słodkim smakiem papai, wiatrem i mięciutkim jak masło awokado. Potrzebowaliśmy kilka dni żeby na dobre uwierzyć, że jest styczeń, a my możemy się opalać i nie jest to tygodniowy wypad na wakacje, a nasza nowa codzienność.

Nasze dni tutaj wyglądają bardzo różnorodnie, ale i tak najbardziej skupiamy się na Małej i pracy. Wiele osób zastanawia się pewnie, co to za różnica, czy jesteśmy w PL, czy tutaj, skoro i tak pracujemy, a nie zwiedzamy, czy pijemy drinki z palemką… Ale ja tutaj naprawdę odpoczywam. Z radością się budzę, spędzam z dzieckiem mnóstwo czasu, pracuję mocząc nogi w basenie, oglądając zachody słońca i opalając się na leżaku. Mój umysł odpoczywa od miejskiego zgiełku i pędu. Mam mniej obowiązków na głowie i wszystko, co najważniejsze przy sobie. A wszystkich bliskich mam przecież na wyciągnięcie ręki – łącząc się na face time.

Pomiędzy mailami i rozmowami z zespołem udało nam się kilka razy wyjść “na miasto” oraz spotkać z Agą i Mateuszem – znajomymi, którzy zamieszkali na Fuercie blisko rok temu! Pokazali nam kilka świetnych spotów na zdjęcia i miejscówek z pysznym jedzeniem. Aga jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że w dzisiejszych czasach naprawdę można pracować z każdego zakątka świata. Sama jest stylistką, a oprócz tego rozpoczęła sprzedaż wyjątkowych świec – sprawdźcie sami!

Noworoczny power!

Nie mam ostatnio zbyt dużo czasu na relacjonowanie moich dni na stories z kilku powodów:

  • Bardzo dużo pracujemy. Czasem w ciągu dnia, a czasem nocą, kiedy i tak nie śpimy, bo jakieś małe nóżki nieustannie nas kopią.
  • Chłonę czas – jeśli już odrywamy się od pracy, to cieszymy się sobą i dzieckiem do tego stopnia, że albo nie pamiętam o robieniu zdjęć, albo nie ma na to czasu.
  • Internet tutaj zostawia wiele do życzenia. Już conajmniej kilka razy zdarzyło mi się, że opublikowałam kilkanaście plansz, a one… wcale się nie opublikowały ;(.

No dobra, ale mówię Wam tyle, że pracujemy, ale nie w ogóle opowiedziałam Wam nad czym! Nie chcę jeszcze zapeszać, więc nie zdradzę konkretów, ale zajawię chociaż liczbę projektów, nad którymi pracujemy.

  • Instacademy – miałam zaopiekować się tą sferą już rok temu, ale przesunęliśmy projekt w czasie ze względu na dziecko. Zakasamy jednak rękawy i do końca miesiąca zobaczycie efekty naszej pracy.
  • Blog – tutaj też postanowiliśmy zrobić porządki. Będzie inaczej, lepiej, piękniej!
  • Audyt dla jednej z marek – rzadko podejmuję się już takich zadań, bo pochłania to bardzo dużo mojego czasu i energii, ale praca przy takim projekcie otwiera umysł i pokazuje, ile już tak naprawdę wiem w temacie mediów społecznościowych, marketingu i budowania strategii.
  • Tegoroczna akcja WOŚP – pracowaliśmy nad tym od grudnia, bo już wtedy tworzyliśmy ebook do akcji Mamy Ginekolog! Oprócz tego przygotowaliśmy własną akcję, w której zebraliśmy na rzecz Fundacji aż 17 161 zł!
  • Trzy nowe produkty – dwa ujrzą światło dzienne jeszcze w lutym i będziecie mogli kupić je w zestawie lub osobno, a trzeci jest w trakcie organizacji, bo będzie to coś zupełnie innego niż ebook.
  • Reorganizacja biura – mimo, że nie ma mnie fizycznie na miejscu, to mentalnie przygotowuję się do zrobienia porządków, bo od lutego nasz zespół się powiększy. Zatrudniliśmy dwie nowe osoby, a wciąż jeszcze prowadzę rozmowy rekrutacyjne na jedno stanowisko. Szukaliśmy nowego lokum, ale ostatecznie postanowiliśmy zostać na Bielanach i… tu postawię kropkę budując napięcie ;D.

Nic więcej Wam nie powiem, bo chcę Was zaskoczyć! Wyliczając, ile rzeczy robimy na raz serce mi rośnie! Wrzucam 6 bieg i nie zamierzam się zatrzymać, a Wy trzymajcie kciuki, żeby po drodze nikt mnie nie zatrzymał!

Workation

W związku z ilością pracy postanowiliśmy sprowadzić nasz team i wspólnie robić burzę mózgów na Fuerteventurze. Wspólnie tworzymy ostateczny plan i tor na przyszłość naszej firmy według tego, co ustaliłam z Wojtkiem już w listopadzie 2020!

Ustaliliśmy, że każdego dnia widzimy się o 9:00 w salonie, wspólnie przyrządzamy śniadanie (czasem to były tortille albo tosty, a czasem szybkie płatki z mlekiem), a później do 16:00 skupiamy się na pracy. Mimo średniej jakości internetu wszyscy działaliśmy, a równo o 16:00 zbieraliśmy manatki i jeździliśmy zwiedzać okolicę. To był super czas dla nas wszystkich! Zamknęliśmy część projektów, ustaliliśmy na sztywno plan działania, nagraliśmy tiktoki, które pojawią się jak tylko będę miała trochę RAM-u i zrobiliśmy mnóstwooo zdjęć!

No właśnie. Zdjęć nie ma za dużo, ponieważ jak tylko wrócę, chcę przygotować dla Was obszerne podsumowanie z wyjazdu. Co musicie mieć ze sobą, która plaża najbardziej nam się podobała i dlaczego, gdzie zjeść najlepsze owoce morza, a gdzie napić się Sangrii. Opiszę Wam wszystko dokładnie i pokażę mnóstwo pięknych zdjęć, które zrobił mi Wojtek i Karola.


Ulubieńcy stycznia 2021

Poniżej kilka rzeczy, bez których nie ruszałam się w styczniu!

Długi sweter marki Laurella

Przydaje mi się każdego dnia podczas chłodnych wieczorów. Zabieram go na plażę, chodzę w nim po mieście i po naszym domu, gdy pracuję do późna – top of the top, mówię Wam! Jest zrobiony w 100% z bawełny, więc jest ciepły i milusi, a te kolory ożywią każdą stylizację. Laura na zdjęciu sparowała go z białym tiszertem i klasycznymi jeansami, ale ja jak wiecie nie lubię się ograniczać. Łączę go zarówno z kolorowymi spódnicami, jak i codziennymi elementami garderoby w przeróżne wzory.

Zajrzyjcie do Laurelli, bo często zdarzają się promocje, a projekty tej marki są kobiece, nietuzinkowe i kolorowe!

Sweter

Cool naszyjnik z Arteloni

Na Fuertę spakowałam mnóstwo biżuterii, bo wiedziałam, że gdzie, jak gdzie – ale w miejscu z tak surferskim klimatem naszyjniki, bransoletki i łańcuszki to wręcz musi have! Czarny naszyjnik jest już ze mną naprawdę długo, ale tutaj zakochuję się w nim na nowo. Pięknie podkreśla dekolt, jest czarny – więc pasuje do wszystkiego i świetnie wpisuje się w wakacyjny klimacik.
Nie zdejmuję go odkąd pierwszego dnia założyłam go do zdjęć. Jest moją bazą i to do niego dobieram resztę łańcuszków na szyję. Co ważne, nie widać po nim jakichkolwiek śladów użytkowania. Nie blednie, nie rysuje się i nie zrywa! Kolejna polecajka od szczęśliwej ambasadorki marki Apart.

Naszyjnik

Kostium kąpielowy, który zostanie ze mną na dłuuuugie lata

Na Fuertę zabrałam kilka różnych kostiumów, ale to właśnie ten jest moim ulubionym.

Jest wygodny, czuję się w nim komfortowo, mogę śmiało rzucać się w fale i wiem, że nic mi nie “wypadnie” i się nie zsunie. Poza tym czuję się w nim świetnie – paski przykuwają uwagę i podkreślają mój dekolt. Czarny szeroki pas uwydatnia wcięcie w talii, a jednolity dół ukrywa brzuszek i wysmukla moją sylwetkę.

Jakiś czas temu napisałam artykuł o kostium kąpielowych, które dobieram do swojej sylwetki – sprawdźcie go!

Kostium kąpielowy

Kosmetyczne zaskoczenie

Zaryzykowałam i zabrałam na wyjazd ze sobą szampon i odżywkę, której wcześniej nie znałam. Nie jestem ekspertem, ale każda z nas po prostu czuje, że po umyciu włosów jakimś produktem włosy układają się lepiej, lub gorzej niż zazwyczaj, są suche, albo lśniące. No właśnie ja tak mam z produktami marki Authentic Beauty Concept. Mam tę niebieską linię i za każdym razem po myciu głowy jestem miło zaskoczona, jak miękkie są moje włosy.

Pomarańczowy słoiczek to natomiast kremo-żel do twarzy, który zawiera mnóstwo świecących drobinek. Daje mega glow, koloryt jest wyrównany, a moja buzia wygląda jakbym spała conajmniej 12 godzin ;).

Więcej o mojej pielęgnacji, przeczytacie tutaj.

Szampon nawilżający

Odżywka nawilżająca

Kremo-żel z drobinkami

Najpiękniejsze etui na laptopa jakie widziałam

Tę markę (to firma WOUF i mają akcesoria w przeróżnych wzorach) widziałam już wielokrotnie w sklepach i internecie, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby na spokojnie zdecydować, co właściwie chcę. Przy okazji współpracy ze sklepem Hlonda6 udało mi się w końca dorwać to etui! Było w kilku wersjach kolorystycznych, więc każdy znajdzie coś dla siebie, ale ja przepadłam jak zobaczyłam te brzoskwinki!

Etui jest świetnie wykonane, print jest porządnie nadrukowany, więc nie zetrze się po miesiącu użytkowania, jak to często bywa… Jednocześnie jest też unikatowe, bo niewiele osób zna markę WOUF i ma ich akcesoria.

Etui na laptopa

Kapelusz prima sort!

Mam w swojej kolekcji wiele kapeluszy, ale ten przebija wszystko. Jakość wykonania, świetny fason i kolor sprawiają, że ten egzemplarz wygrywa plebiscyt na ulubiony kapelusz.

Co ciekawe, do każdego kapelusza dołączony jest korkowy pasek, który wkłada się pod potnik. Zmniejsza on rozmiar egzemplarza o około 1cm, z czym spotkałam się pierwszy raz w życiu! Nawet więc jeśli nie do końca trafnie wybierzecie rozmiar, to możecie skorygować błąd wkładając, lub wyjmując pasek – genialne!

Sprawdzi się to też przy okazji pożyczania kapelusza przyjaciółce, czy chłopakowi! Ja się jaram!

Kapelusz Luck


Mam nadzieję, że taka forma ulubieńców przypadnie Wam do gustu, a jeśli znacie którykolwiek z wymienionych produktów – koniecznie dajcie mi znać, czy sprawdzają się u Was tak samo dobrze, jak u mnie!


o Autorze
Avatar
Joanna jest założycielką Instacademy - miejsca, które promuje wiedzę dotyczącą Instagramu. Zdobyła doświadczenie tworząc od zera jedną z najbardziej zaangażowanych grup odbiorców marki w Polsce (130 tysięcy fanów), a następnie powtarzając ten sukces na swoim prywatnym profilu. Kocha podróże, dobre jedzenie i swojego kota Puszka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *