fbpx

#tbt Luty

Już od dłuższego czasu brakowało mi na blogu formatu, w którym mogłabym umieścić luźne podsumowanie mojego miesiąca. Miejsca, gdzie po prostu opisywałabym Wam, co działo się u mnie w ciągu ostatnich 30 dni i oprócz tego mogłabym pokazać zdjęcia, do których mam sentyment, ale nie było okazji, żeby opublikować je na Instagramie. Dlatego zaczynając od dziś, każdy ostatni czwartek miesiąca będzie naszym dniem na throwback Thursday 🙂

Mimo, że Instastory jest miejscem, w którym codziennie pokazuję, co dzieje się u mnie oraz kanałem rozmowy z Wami, to czuję, że tam wszystko jest w pewien sposób ulotne, często chaotyczne i bardzo szybko odchodzi w niepamięć. A w końcu niektóre dni, momenty i chwile zasługują na odrobinę więcej uwagi i zwyczajnie chcę Wam o nich opowiedzieć, zainspirować i polecić na spokojnie! 

No dobrze, ale od początku: co to jest to tajemnicze #tbt? 
Ten hashtag to skrót od throwback Thursday i dosłownie oznacza „czwartkowy powrót do przeszłości” a w praktyce chodzi o pewien trend i działanie na Instagramie. Kilka lat temu instagramowa społeczność postanowiła w każdy czwartek publikować wspomnienie lub stare zdjęcie z rolki aparatu oznaczając je właśnie #tbt! 

No to zaczynamy pierwszy, lutowy #tbt! 


Na początku lutego z okazji pierwszej rocznicy zaręczyn zabrałam Wojtka na pokaz burleski i… Zupełnie szczerze, bawiliśmy się wspaniale. Najpierw zjedliśmy pyszne owoce morza w dolnej części lokalu, a potem popijając drinki oglądaliśmy przedstawienie! Nie będę zdradzać szczegółów, bo nie chcę psuć Wam zabawy, ale polecam występy burleski parom, kobietom, mężczyznom – wszystkim, ale oczywiście dorosłym 😉

Odwiedziliśmy nowe miejsce na mapie Bielan – restauracja Mandala. To indyjska knajpka na Daniłowskiego. Nigdy nie jadłam tak pysznej Tikka Masali i co najważniejsze, w końcu znalazłam knajpkę z indyjskim jedzonkiem, w którym każda potrawa nie wygląda tak samo! 

Skoro jesteśmy przy temacie jedzenia, to chciałabym Wam przypomnieć o takim cudownym wynalazku, jakim są mrożone owoce! W zimę zawsze mam niedobór wakacyjnych smaków i ostatnio ciągle kupuję mrożone jagody. Zazwyczaj dodaję je do płatków i jogurtu lub blenduję na koktajl -najszybsze dwa śniadania ever! Ostatnio jednak zrobiłam jagodowe placki i aż muszę Wam zdradzić przepis.

Potrzebujecie:
– jogurt naturalny (sprawdzajcie skład! Ważne, żeby nie miał w składzie nic poza mlekiem, bakteriami kultur i ew. śmietanką),
– 2 jajka,
– ¾ szklanki mąki pszennej,
– łyżeczkę proszku do pieczenia,
– garść jagód
– odrobinę miodu na osłodę życia!
Najpierw łączymy ze sobą jogurt, jajka i miód, później dodajemy mąkę i proszek do pieczenia i na sam koniec do masy dorzucamy jagody i wszystko delikatnie mieszamy! Łyżką nakładamy na rozgrzaną patelnię, smażymy z dwóch stron i śniadanie idealne gotowe!

Jest jeszcze jeden jedzeniowy wynalazek, który odkryłam już dawno, ale jest tak świetny, że zasługuje na wspomnienie o nim w pierwszym wpisie z nowego cyklu. Mowa o gotowym soku wyciśniętym z cytryn. Ten produkt odmienił moje życie! Dzięki temu, że tak łatwo dodać sok z butelki do wody (nie brudząc noża, deski i siebie przy okazji), to piję dużo więcej wody, co jest dla mnie niezwykłym osiągnięciem, bo wiecznie zapominam o piciu.

Poza tym zima 2020 upłynęła mi pod hasłem: WIĘCEJ ROSOŁU. Z restauracji, od mamy i w końcu mój własny, który robię sama z książki Mamy Ginekolog! Prosty, konkretny i przepyszny!
A serek ze zdjęcia, to wegański sztos do smarowania kanapek!

W lutym obejrzałam „Miss Americana” na Netflixie. Nawet jeśli nie jesteście fanami muzyki Taylor Swift, to polecam ten film. Mimo, że na początku film nie wróży nic nadzwyczajnego, to jest to prawdziwa historia o tym, jaka jest cena sukcesu i kulisy pracy na niego oraz jak ciężka jest droga do pokochania i zaakceptowania siebie.
Miałam też okazję zagrać w bardzo dobrą planszówkę. Kolejka – idealna na wielopokoleniowy wieczór. Graliśmy z mamą, która zupełnie niespodziewanie nas ograła!

Przez cały miesiąc na moim Instagramie głośno zachęcałam Was do badań i dalej zamierzam to robić. Mimo kilku nieprzyjemnych wiadomości dostałam seeeetki DMów o tym, że otworzyłam Wam oczy i właśnie zapisałyście się, lub jesteście świeżo po badaniach! To najlepszy influencing, jaki mogę robić! 

W #tbt nie może zabraknąć moich mani! Paznokciowe stylizacje lutego, to zarówno  klasyka jak i istne szaleństwo! Top z drobinkami skradł moje serce i ten delikatny mani bedzie moim ulubionym na długo. Za to print pantery wbrew moim obawom pasował do wszystkiego i wcale mi się tak szybko nie znudził! Zostawiam Wam numerki kolorów i zdjęcia dla inspiracji! 

Luty to miesiąc wyjazdów! Najpierw pojechaliśmy z Wojtkiem na szkolenie strategiczne do Gdańska.
Po wszystkim wyruszyliśmy pracować na Mazury. Potrzebowaliśmy oderwać się od rutyny i w otoczeniu jeziora, lasu i pysznego jedzenia skupić się na zawodowych obowiązkach, a w przerwach chillować na spacerach i w SPA. Muszę tutaj wspomnieć o maseczkach Shake and Shot od Dr Jartta, bo nie dość, że sam proces przygotowywania jej jest extra, to zrobiły robotę na naszych twarzach. Naszych – bo Wojtek też testował 😉

Niedługo po powrocie z Mazur przy okazji spotkania w centrum odwiedziłam Flower Store. I to w sumie również miejsce warte polecenia, bo mała wieczna róża (tak, to prawdziwa róża, która zachowuje świeżość przez 2 lata!) w szarym opakowaniu to mój ulubiony upominek, którym obdarowuje przyjaciół przy różnych okazjach!

Jak luty, to Walentynki. Spędziliśmy je w Lidzbarku Warmińskim. Wojtek kazał mi się spakować i po prostu porwał mnie do Zamku! W hotelu Krasicki spędziliśmy weekend jedząc i relaksując się w strefie SPA. Ale jakby prezentów było mało dostałam jeszcze jeden CU-DO-WNY prezent od Wojtka. Chodzi o szlafrok Yellow Mellow. Odkąd go dostałam chodzę w nim non stop po mieszkaniu. Jest idealny. Nie za krótki, nie za długi. Miły, kolorowy, kobiecy i komfortowy! O taki strój po domu walczyłam!

Pisząc dla Was walentynkowy prezentownik przypomniałam sobie o MR and MRS SPA i sama postanowiłam skorzystać z ich usług. Wykonałam zabieg Intraceuticals, ponieważ jest bezpieczny i nieinwazyjny. Sprawił, że moja twarz od razu po zabiegu była miękka, rozświetlona i wygładzona! 

Na koniec zostawiłam temat naszego mieszkania. Remont powoli dobiega końca! Po wielu bataliach, praniu ubrań w pralniach i życiu na kartonach… zrobili nam garderobę i łazienkowe szafki! A oprócz tego sukcesem zakończył się proces poszukiwania idealnego lustra do mojej toaletki! Nie było wymarzonego w sklepach, więc zamówiłam je u szklarza na Bielanach.

Uffff. Od razu mi lepiej! Teraz mam pewność, że opowiedziałam Wam wszystko, co chciałam!
Koniecznie dajcie mi znać, czy podoba Wam się taki cykl wpisów i co sądzicie o luźnej formie wspomnień i poleceń!


o Autorze
Avatar
Joanna jest założycielką Instacademy - miejsca, które promuje wiedzę dotyczącą Instagramu. Zdobyła doświadczenie tworząc od zera jedną z najbardziej zaangażowanych grup odbiorców marki w Polsce (130 tysięcy fanów), a następnie powtarzając ten sukces na swoim prywatnym profilu. Kocha podróże, dobre jedzenie i swojego kota Puszka.

7 komentarzy

  1. Podświadomie i nieświadomie czekałam od dawna na taki wpis, bo już moja rolka aparatu i folder ,printscreens’ zaczęły się zapełniać 😄.

  2. Nawet nie wiedziałam, że potrzebuje takiego wpisu 😍 moja rolka z aparatem mi podziękuje za to 🤣
    Btw jak juz sie wam ogra kolejka to polecam dokupić ogonek, rozszerzenie jest super i czasami zmienia niespodziewanie przebieg gry o 180° 😉

  3. Świetny post! Bardzo lubię takie podsumowania, będę czekać na kolejne z niecierpliwością! Mam jedną małą sugestię – czy myślałaś kiedyś żeby justować tekst na blogu? Wydaje mi się, że byloby to jeszcze bardziej estetyczne 🙂 pozdrawiam!

    1. Hej, dzięki za podpowiedź. Staramy się, żeby blog był jak najprzyjemniejszy w czytaniu i weźmiemy Twój tip pod uwagę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *